Panujący
w Polsce model kultury preferuje indywidualną zaradność. Panuje
wręcz niechęć do wszelkich społecznych zachowań, o ile te nie są
motywowane bezpośrednią indywidualną korzyścią. To wpływa na
słaby stopień zorganizowania społecznego. Z drugiej jednak czyni
państwo i jego bazę społeczną niesłychanie słabą. Przez
ostatnie kilkaset lat ukształtowało się zasada, że martwimy się
tym, co w naszym domu. To co za drzwiami jest nam obojętne.
Narzekamy, ale nie robimy nic, by to, co nas denerwuje, zmienić. Tak
więc mimo tego, że Polacy przez ostatnie lata są zaliczani do
najbardziej pracowitych narodów, nie wpływa to na nasz los.
Perspektywa samodzielnego mieszkania dla przeciętnej osoby zanikła
zupełnie. Opieka medyczna stale się pogarsza, a dostęp do niej
jest coraz bardziej utrudniony. Degraduje się szkolnictwo. Brak
przedszkoli, placów zabaw, parków,
dróg,
wygodnego systemu komunikacji w miastach. Człowiek został
zepchnięty przed telewizor i komputer, a jedyna przestrzeń
publiczna, jaka pozostała, to portal naszaklasa.pl. W tej
perspektywie coraz bardziej oczywiste jest, że nasz byt nie jest
prostą konsekwencją naszej indywidualnej zaradności i
pracowitości. Bowiem w jeszcze większym stopniu zależny od tego,
czy potrafimy się zorganizować i współdziałać jako
zbiorowość. Drogą do tego nie jest pokładanie nadziei w
politykach, lecz społeczna podmiotowość – samorządność
i demokracja uczestnicząca.
****
Kryzys ekologiczny, zmiany klimatu, wyczerpywanie się źródeł energi, marnowanie zasobów wody, rabunkowa gospodarka ziemi i innych niezbędnych do przetrwania surowców wpływa na ceny żywności i stanowi zagrożenie dla podstaw bytu milionów ludzi na całym świecie. Sytuacja nas - mieszkańców ziemi nasuwa porównanie do załogi zepsutego okrętu podwodnego leżącego na dnie oceanu. Nie wiadomo, czy awarię uda się naprawić. Czy ci którzy okrętem dowodzą naszym losem się przejmują. Czy nie chcą nas poświecić by ratować własną skórę? Póki co obłędna zabawa w wielkie żarcie trwa w najlepsze. Nieliczni świętują, reszta z ufnością patrzy i czeka na dobry los. Wszystko wskazuje jednak na to, że jest tragicznie. W takiej sytuacji nikt nie ma prawa marnotrawić tego, co innym jest potrzebne do przeżycia, a czego zasoby są ograniczone. Egalitaryzm w konsumpcji jest konieczny nie tylko, i nie przede wszystkim ze względów sprawiedliwości społecznej, lecz staje się ekologiczną koniecznością. Pewnym doraźnym sposobem może być wprowadzenie opłat (woda, energia, ropa) rosnących tak, by były one niskie na podstawowym poziomie niezbędnym każdemu do przeżycia i rosły geometrycznie wraz ze stopniem marnotrawstwa. W obliczu ekologicznego kryzysu tzw. rynek wykazuje swe irracjonalne oblicze: nie da się bowiem pogodzić troski o środowisko z chęcią maksymalizacji zysku i zwiększania sprzedaży nawet, jeśli są to tzw. ekologiczne produkty. To by pozostać konsekwentnym w trosce o środowisko, musiałby tyle samo środków przeznaczać na antyreklamę co reklamę, tłumacząc, dlaczego nie warto kupować nowego samochodu, komputera, proszku do prania, telefonu itd. Zbliżyłby się jednak w tym jedynie do absurdu. Ekonomia i gospodarka musi więc być podporządkowany osądowi społecznemu. By to nie tzw. rynek, a społeczeństwo autonomiczne w swych decyzjach wyznaczało sobie przyszłe kierunki. Prawdziwa ochrona środowiska w obecnych realiach pozostaje niemożliwą. Hipokryzją jest bowiem organizowanie kosztownych kampanii wzywających do gaszenia żarówki, gdy w tym czasie ktoś bogaty zabawia się na wielkim jachcie zużywając energię dużego miasteczka
****
Współczesny system sakralizuje własność. Nadając jej właściwości wręcz metafizyczne. Tworząc pojęcie świętego prawa własności. Mimo to wszędzie tam, gdzie mała własność staje w konflikcie z dużą i dużymi zyskami, to ta mała musi ustąpić. Dzieje się tak choćby przy budowie autostrad. Inaczej jest jednak, gdy własność czerpie zyski ze szkodą dla społeczeństwa. Wtedy staje się święta i to społeczeństwo musi ulec. Zostało nam wmówione, że inaczej być nie może. Choć przecież nie do pomyślenia jest sytuacja, że ktoś jeden stałby się właścicielem wszystkiego i zabronił innym z tego korzystać. Własność więc to pojęcie użyteczne. O tyle ważne, o ile funkcjonalne. W założeniu gwarantujące najprawdopodobniej prawo do władania efektami swej pracy. Dziś, gdy własność bierze się przede wszystkim z wyzysku, przemocy spekulacji nie ma powodu, by społeczeństwo zawsze ją respektowało ze szkodą dla siebie i swoich członków. O tyle więc własność jest zasadna, o ile ma pokrycie w pracy.
****
Praca jest sposobem, za pomocą którego społeczność odtwarza materialne i niematerialne podstawy swojego bytu. Odmowa pracy, uniemożliwienie jej wykonywania – bezrobocie jest formą wykluczenia społecznego dokonywanym przez „elity” w celu stabilizacji systemu. Obojętne też, czy jest to praca umysłowa, twórcza, artystyczna, przejawiąjąca się w innowacyjności, w zdolnościach organizacyjnych, tworzeniu idei czy też fizyczna – rzemieślnicza i wymagająca kunsztu lub prosta i nieskomplikowana, to nie może być podstawą do tworzenia hierarchii społecznych. Z podmiotowości człowieka wynika tez prawo do decydowania o jej efektach i zarządzania jej procesem. Do samorządności w miejscu pracy. Człowiek ma prawo być czymś więcej, niż tylko dodatkiem do maszyny.
Praca nie jest jednak wartością samą w sobie: jest środkiem, a nie celem.
****
Konsumpcjonizm jest innym rodzajem nędzy. Oszałamiający postęp techniczny nie przekłada się bezpośrednio na jakość życia człowieka. Otaczają nas coraz szybsze procesory, kolorowe ekrany, telefony i inne wyszukane systemy komunikacji oraz dostarczania rozrywki. Jednak coraz trudniej o normalne i zdrowe jedzenie, o mieszkanie, a nasze życie staje się coraz bardziej puste, jałowe, pozbawione znaczeń. Coraz trudniej o autentyczny kontakt z drugim człowiekiem. Wydaje się więc, że główny ciężar ludzkiej aktywności powinien iść nie na wytwarzanie dóbr materialnych i ich konsumpcję, a w kierunku zapewnienia każdemu szans do godnej egzystencji, ku tworzeniu i odbudowie relacji społecznych.
****
Wyjście między zbytnią liberalnością prawa karnego, jego nieskutecznością i równie nieskutecznym patologicznym rygoryzmem upatrujemy w Sprawiedliwości Naprawczej, gdzie los sprawcy będzie zależny od wynagrodzenia szkód i usatysfakcjonowania ofiary przestępstwa. We wdrażaniu i rozwijaniu jej widzimy przyszłość wymiaru sprawiedliwości. Współczesny system bezpieczeństwa publicznego jest jedynie efektem ubocznym głównej jego funkcji, którą jest zapewnienie stabilności i trwałości systemu polityczno/ekonomicznego. O wiele więc bardziej skutecznym byłby system bezpieczeństwa budowany od dołu. Na potrzeby lokalnych społeczności i do nich dostosowany. Niezależny od struktur politycznych.
****
Po uwolnieniu się spod wpływów ZSRR dokonała się zmiana sojuszy politycznych i militarnych. Jednak także w tym nowym układzie militarnym nie jesteśmy podmiotem, lecz jedynie przedmiotem globalnej rozgrywki i narzędziem realizacji imperialnych interesów. Uważamy, ze taka polityka jest nie tylko nie etyczna, ale niebezpieczna dla naszego kraju. Polityka międzynarodowa winna być więc oparta o zasadę neutralności względem globalnych imperialnych graczy oraz przyjazne stosunki z sąsiadami
****
Tzw. normy społeczne są dziś główną przestrzenią, w której system skupia uwagę społeczną, jednocześnie uniemożliwiając spokojną i rzeczową dyskusje. Niczym na meczu sportowym mamy być zwolennikami i fanami jednej (postępowej) lub drugiej (konserwatywnej) drużyny. Koniecznością jest rozpoczęcie spokojnej, społecznej dyskusji i debaty nad normami obyczajowymi, nad sensem i znaczenie tolerancji itd. Bez tego niemożliwe będzie pozbycie się dusznej, pełnej hipokryzji atmosfery dominującej w oficjalnej przestrzeni społecznej. Uważamy jednakże ze szkodliwa jest sytuacja, kiedy pewna grupa społeczna, religijna wykorzystuje prawo i instytucje społeczne do narzucania swych norm, utwierdzania swych wpływów, czy swego finansowania. W praktyce więc nie można zabronić, czy też nakazać aborcji, eutanazji itd.. Wykorzystywać publicznego szkolnictwa do indoktrynacji religijnej, promowania czy też dyskryminowania zachowań seksualnych czy też postaw życiowych ... Prawo tam, gdzie nie ma powszechnej zgody, winno być neutralne światopoglądowo.